Przy dobrej atmosferze i ponad 200 kibicach odbył się kolejny mecz w ramach Superligi Kobiet. Należą sie podziekowania dla organizatorów Klubu Kibica pp Kaczyńskim, doping zorganizaowanej grupy kibiców pomagał naszej drużynie z bądź co bądź wicemisrtrzem Polski i aktualnym liderem rozgrywek Superligi. Występ naszej drużyny uświetniły występy chiliderek po kierownictwen Magdy Latocha. W przerwie meczu pokaz tańców w wykonaniu: Karolina Jurek, Paweł Fryszke. Nasza drużyna wystapiła w bardzo osłabionym składzie, których wyeliminowały kontuzje lub choroby.
„Sensacji nie było, bo i być nie mogło, we wczorajszym zaległym meczu XVI kolejki PGNiG Superligi Kobiet, w którym zamykające tabelę szczypiornistki Latochy Sambora Tczew podejmowały drużynę przewodzącą stawce, KGHM Metraco Zagłębie Lubin. Pogromu też nie było, bo trenerka przyjezdnych Bożena Karkut przez całe spotkanie rotowała składem oszczędzając w ten sposób podstawowe zawodniczki przed czekającym Zagłębie w niedzielę meczem na szczycie, w Gdyni z Vistal Łączpolem. Ostatecznie wicemistrzynie Polski pokonały tczewskiego beniaminka 35:24 (19:9) i do trzech punktów powiększyły przewagę w tabeli nad drugim Vistal Łączpolem.
Jak można było się spodziewać, jedyną niewiadomą wczorajszego spotkania przysłowiowego kopciuszka z naszpikowanym reprezentantkami kraju (nie tylko naszego) zespołem z Lubina były tylko rozmiary zwycięstwa przyjezdnych. Tym bardziej, że w zespole gospodyń zabrakło kilku podstawowych zawodniczek. W Samborze nie zagrały Daria Wasilewska i Mirosława Waldowska (chore), Justyna Zagrodzka (złamany nadgarstek) i Anna Musiał (bierze antybiotyk). Na ławce była co prawda Agnieszka Jezierska (mająca kłopoty z barkiem), ale ostatecznie nie wyszła nawet chwilę na parkiet. Na domiar złego już w I połowie kontuzji doznała Magda Krajewska i została odwieziona do szpitala.
A jak toczyło się to spotkanie? Po siedmiu minutach wydawało się, że będzie oczekiwany przez część kibiców pogrom. Zagłębie bowiem po serii strzałów głównie Joanny Obrusiewicz prowadziło 7:1. W tym momencie trenerka przyjezdnych zaczęła już przez dłuższe okresy dawać pograć wszystkim z ławki rezerwowych (ostatecznie tylko bramkarki nie wpisały się na listę strzelczyń). Mimo tego po kwadransie lubinianki prowadziły już różnicą dziesięciu goli i było praktycznie po meczu. W dalszej części spotkania miejscowe, szczególnie Urszula Czarnecka, próbowały walczyć, zmniejszały kilkakrotnie dystans do mniej niż 10 bramek, ale przyjezdne kontrolowały przebieg wydarzeń na parkiecie.
„Sensacji nie było, bo i być nie mogło, we wczorajszym zaległym meczu XVI kolejki PGNiG Superligi Kobiet, w którym zamykające tabelę szczypiornistki Latochy Sambora Tczew podejmowały drużynę przewodzącą stawce, KGHM Metraco Zagłębie Lubin. Pogromu też nie było, bo trenerka przyjezdnych Bożena Karkut przez całe spotkanie rotowała składem oszczędzając w ten sposób podstawowe zawodniczki przed czekającym Zagłębie w niedzielę meczem na szczycie, w Gdyni z Vistal Łączpolem. Ostatecznie wicemistrzynie Polski pokonały tczewskiego beniaminka 35:24 (19:9) i do trzech punktów powiększyły przewagę w tabeli nad drugim Vistal Łączpolem.
Jak można było się spodziewać, jedyną niewiadomą wczorajszego spotkania przysłowiowego kopciuszka z naszpikowanym reprezentantkami kraju (nie tylko naszego) zespołem z Lubina były tylko rozmiary zwycięstwa przyjezdnych. Tym bardziej, że w zespole gospodyń zabrakło kilku podstawowych zawodniczek. W Samborze nie zagrały Daria Wasilewska i Mirosława Waldowska (chore), Justyna Zagrodzka (złamany nadgarstek) i Anna Musiał (bierze antybiotyk). Na ławce była co prawda Agnieszka Jezierska (mająca kłopoty z barkiem), ale ostatecznie nie wyszła nawet chwilę na parkiet. Na domiar złego już w I połowie kontuzji doznała Magda Krajewska i została odwieziona do szpitala.
A jak toczyło się to spotkanie? Po siedmiu minutach wydawało się, że będzie oczekiwany przez część kibiców pogrom. Zagłębie bowiem po serii strzałów głównie Joanny Obrusiewicz prowadziło 7:1. W tym momencie trenerka przyjezdnych zaczęła już przez dłuższe okresy dawać pograć wszystkim z ławki rezerwowych (ostatecznie tylko bramkarki nie wpisały się na listę strzelczyń). Mimo tego po kwadransie lubinianki prowadziły już różnicą dziesięciu goli i było praktycznie po meczu. W dalszej części spotkania miejscowe, szczególnie Urszula Czarnecka, próbowały walczyć, zmniejszały kilkakrotnie dystans do mniej niż 10 bramek, ale przyjezdne kontrolowały przebieg wydarzeń na parkiecie.
Latocha Sambor Tczew – KGHM Metraco Zagłębie Lubin 24:35 (11:19)
Latocha Sambor: Skonieczna, Piotrowska, Rostankowska – Czarnecka 9, Jakubowska 5, Belter 5, Sobieraj 4, Kordunowska 1, Wiśniewska, J. Szlija, Marcińska, Krajewska, Sabajtis.
Latocha Sambor: Skonieczna, Piotrowska, Rostankowska – Czarnecka 9, Jakubowska 5, Belter 5, Sobieraj 4, Kordunowska 1, Wiśniewska, J. Szlija, Marcińska, Krajewska, Sabajtis.
Zagłębie: Tsvirko, Maliczkiewicz, Czarna – Obrusiewicz 6, Załęczna 4, Piekarz 3, Ciepłowska 3, Lisowska 2, Semeniuk-Olchawa 3, Migała 2, Paluch 4, Jelić 3, Pielesz 1, Byzdra 4.”
Źródło: Dziennik Bałtycki , Zbigniew Brucki
